Rząd nie rozumie Internetu

by Krzysztof Gonciarz

Podpisaliśmy. Kolejny dzień, kolejne okazje do załamania rąk. Ponad 100 tysięcy ludzi na ulicach manifestuje i wyraża swój niepokój wobec podpisywanego przez Polskę traktatu, a w zamian otrzymujemy cytatu pokroju “Młodzi ludzie nic nie rozumieją!”. Czego oni nie rozumieją?

Jest ogromna przepaść informacyjna między Internautami a “resztą świata“. A przecież wydawałoby się, że określenie “Internauta” jest samo w sobie dość retro, w końcu teraz każdy w jakimś stopniu używa sieci. Tymczasem zamiast udowodnić że Internet jest już dla nas tak naturalny jak teleportery dla bohaterów Star Treka, afera ta pokazuje jak wiele osób nie ma o nim zielonego pojęcia. Nieszczęśliwie są to osoby, które decydują o jego przyszłości. Oraz Zbigniew Hołdys.

Czy da się pokazać trollface’a komuś, kto nie wie co to trollface?

Idziemy na miasto z transparentami: “co ja pacze”, “bede grau w gre”, “nie oddamy redtube”, “STOP ACTA like a boss”, itd. Fajne, śmieszne, skuteczne – dla nas. Nic te hasła nie mówią osobom, które w Internecie nie siedzą; umiemy się doskonale poklepywać po plecach i wymieniać porozumiewawcze “;)”, ale jednocześnie dość trudno nam jest komunikować się z ludźmi z zewnątrz. Mówimy innym językiem. A przy okazji znamy angielski – tym trudniej się nam z politykami dogadać.

Maski Guya Fawkesa – podchwycone przez Alana Moore’a w komiksie “V jak Vendetta“, później ekranizowanym w kultowym filmie z Natalie Portman, dziś używane przez Anonymous: hackerów którzy dziś są cool, ale przez których cały miesiąc posiadacze PlayStation 3* nie testowali cross-platformowego coopa w “Portal 2” (jeśli nie jesteś graczem, prawdopodobnie właśnie czujesz się jak polityk widząc nasze transparenty – wybacz, chciałem tylko pokazać, jak to jest). Pytanie: który polityk to wie? Dla większości z nich, maska V to po prostu ta upiorna morda którą ostatnio pokazują w Wiadomościach. Niby to nic nie znaczy, ale przywództwo powinno wiązać się ze zrozumieniem i pewnym kulturowym ogarnięciem. Ja tam na przykład nie ufam ludziom, którzy nie widzieli Gwiezdnych Wojen.

Wysyłamy wiadomość do ludzi, którzy w większości nie wiedzą czym jest lolcat, trollface, redtube czy, hihi, ACTA. Walimy grochem o ścianę, bo nikt tam nas nie rozumie. Możemy się śmiać z hasła “admin1″ ustawionego na stronie premiera, ale druga strona pewnie nawet nie rozumie, co w tym śmiesznego. Ba, nawet ataki hackerskie na nasz Rząd są nieskuteczne: bo pewnie najważniejsze papiery i tak są w zakurzonych teczkach w piwnicy. Anonymous wyciąga swoje cybernetyczne działa na góralską chatę, w której ledwo co zamontowano prąd.

I w tym wszystkim jest raczej nieważne, czy polityk jest “za” czy “przeciw”, bo jedni i drudzy nie ogarniają sieci w podobnym stopniu. No ale ci, którzy są akurat po “naszej stronie”, choćby dla zasady nie zgadzając się z obecnym Rządem, mają teraz taryfę ulgową. I dobrych PR-owców, bo ktoś im powiedział, że maska Hawkesa to teraz dobry rep. Ja tam nie mam złudzeń – prężą przed nami mięśnie, bo jesteśmy elektoratem do wzięcia, jak napalona Daisy na melanżu w dzień po rozstaniu z chłopakiem.

Czy w epoce Google da się kłamać?

Mówimy do osób, które nie wiedzą o nas zbyt wiele. I nie potrafią nam odpowiedzieć. Przez cały ostatni tydzień, każdy kolejny komunikat Rządu to jakiś strzał w stopę. Nie było ataków hackerskich, mamy wysoką oglądalność. Right. “Atakujcie, tylko sobie trenujemy na Was obronę” – trollował Minister Obrony Narodowej (nie znając pewnie pojęcia trollingu). Srsly? Szef polskiej dyplomacji trolluje? “Duże media” nie pozostają w tyle i sprytnie łączą nas z chuliganami i kibolami. Kochani – my jesteśmy tymi, którzy mieli tróję z WF-u, ale dobre oceny ze wszystkich pozostałych przedmiotów, kibole odwrotnie. Nauczcie się nas odróżniać.

Zarządzanie kryzysem w Internecie jest dla polskich polityków czymś kompletnie nowym – czymś, czego nie są w stanie ogarnąć. Wciąż czekam na oświadczenie Rządu w sprawie ACTA, które nie zostanie przerobione przez memegenerator. Hej – żyjemy w sieci, żywimy się informacjami. Informacjami. Zamiast mydlenia oczu, pogróżek i machania siusiakiem, może czas na trochę publicznej dyskusji. Fakty byłyby mile widziane, argumenty, analizy. Dużo wśród nas ogarniętych ludzi, serio – od 15 lat budujemy biznesy, które w Waszym świecie są niemożliwe. Tej, nawet chętnie byśmy Wam dali jakiś feedback, ale widać ZAiKS ma więcej do powiedzenia. Może byśmy uwierzyli, że wiecie co tam na górze robicie, ale nawet nie próbujecie nas przekonać.

Tymczasem Anonymous potrafią wyprodukować takie filmiki o cyberwojnie, że wszyscy stajemy przy nich na baczność i wkładamy Blade Runnera do czytnika DVD (płyta oryginalna, bo kupujemy kultowe filmy). Dziwicie się? Ahem, Blade Runner… taki film.

Mamy tu problemy z komunikacją, panowie. Wy nie rozumiecie, co do Was mówimy, a my mamy cybernetyczne, niezrozumiałe, futurystyczne i nasycone magią narzędzia do weryfikowania tego, co mówicie Wy. Na przykład takie:

#lulz

* – sprostowanie pod wpływem kmh: Anonymous teoretycznie wyparło się ataków na PSN, jednak prawdziwe losy odpowiedzialności za ten atak pozostają niejasne.